'
Wszechogarniający ze wszystkich stron wstyd,że nie potrafię tego samego, co pisze tu napisać gdziekolwiek indziej.Oh,co za wstyd. SHAME ON YOU .

Wróciłam do domu. Było..nie wiem jak było. Nie wiem co mam powiedzieć ludziom, których spotykają takie problemy jak Ona. Mam pustkę w głowie, kiedy Ona mi mówi,że jeśli za pół roku wykryją u Niej raka to będzie się śmiać. Nie wiem co zrobić, nie wiem co powiedzieć. Wypaliłam dzisiaj tyle papierosów. Co chwilę. Ręce mi drżą i jest mi zimno.Idę pod prysznic, może w międzyczasie wpadnę na kolejną żałośnie-egzystencjalną-myśl-oh-jaka-to-ja-nie-jestem-prze-prze-prze-inteligentna.'


To żem napisała sobie spontanicznie i kreatywnie dnia dwudziestego trzeciego marca roku bieżącego,niestety najwyraźniej żadne odkrywcze myśli nie pojawiły się w mojej głowie , ew. byłam bliska zaśnięcia w wannie,co również jest całkiem prawdopodobne.

Zaraz pójdę spać do jasnej cholery. I tak nie zasnę, wiem o tym,więc poświęcę ten czas który przeleżałabym w łożku myśląc o niczym konkretnym , sprecyzowanym i przydatnym pisząc kolejnego posta tutaj.

Otaczają mnie kretyni.
Wszędzie .Za każdym rogiem, przyczajeni rzucają się na mnie i atakują swoim brakiem wyczucia czasu i plebejskimi mądrościami z piekła rodem.
Ewentualnie mój nos jest ostatnio wyczulony zapewne dlatego że wskaźnik frustracji osiągnął zenitu.
Całe szczęście spadło nam - mnie i Paulinie jak z nieba - tygodniowe wybawienie dla naszych zmęczonych dniem codziennym i mało produktywnym , a mianowicie tydzień ostrej harówy i zapierdolu przy holenderskiej granicy podczas świąt. Polaczki jadą za geldem,ot co. Cieszę się niesamowicie i pakuję kalosze.

Nie lubię zawodzić się na moich oczekiwaniach które wiążę z innymi, bardzo, mimo iż wiem,że padam ofiarom swoich własnych chorych i godnych pożałowania imaginacji, i wiem ,że wpadam w takich sytuacjach w syndrom zamkniętego koła, mimo wszystko o wiele bardziej komfortowo czułabym się, gdyby CHOĆ JEDEN JEDYNY RAZ coś w moim życiu poszło tak jak trzeba. Zastanawiam się poważnie nad wysłaniem mojej Karmy na psychoterapię. Obawiam się jednak , że nieboszczyk Freud nie zaszczyci mnie swoją obecnością, więc chyba nie ma dla mnie już ratunku.Co prawda czytam jego wstęp do psychoanalizy,ale niestety mózgu geniusza nie posiadam, więc uznajmy że robię to tylko w celach rozrywkowo hobbystycznych a nie edukacyjnych. Sama przed sobą się na kozetce nie położę więc self-psycho-terapy nawet nie wchodzi w grę.


Słucham sobie słodkiego głosiku Izy Lach i dochodzę do wniosku , że jest ona rozkoszną dziewczynką, która swoim głosem urzekła mnie totalnie i bez protestów i żadnych,ale to żadnych wątpliwości dodaję ją do mojej nocnej playlisty. Cudowne teksty i niesamowita aranżacja. Thumbs up dla Ciebie słodka osóbko.

Znikam ostatnio. Gubię się w zakamarkach mojego pokoju,czytając książki, pisząc,znajdując stare notatki i zastanawiając się głęboko nad sensem mojej egzystencji.Brudząc parapet niedopałkami. Zaszalałam sobie w Trafice i teraz musze popalać fajki o smaku budyniu waniliowego,są okropne, może dzięki temu będe palić ich mniej ale po te pieprzone ukochane linki mentolowe się do sklepu nie wybiorę, o nie nie nie. Od jutra przerwa aż do Horstel gdzie zapalimy nad jeziorkiem coby nie było, nie mogę wpaść w ten pieprzony nałóg , mimo,że nawet teraz bym sobie zapaliła , bo jest noc i zaczyna mi się robić trochę melancholijnie , jak zawsze w nocy, więc może lepiej pójde już na serio spać, bo nie dość, że jutro muszę wstać to muszę chronić swoje zdrowie.